Nie lubię słowa depresja. Nie dlatego, że samo w sobie jest ono związane z doświadczeniem przykrym, uciążliwym i bolesnym, ale ze względu na odhumanizowanie doświadczenia osoby depresji doświadczającej, które niejako w moim poczuciu to słowo niesie. Etykieta depresji, wydaje się być co prawda lepsza, od nie przystającej do autentycznych codziennych zmagań osoby chorej, etykiety lenia. Sama w sobie nie wnosi jednak zbyt wiele do rozumienia mechanizmów, które depresję powodują, czy w ogóle do rozumienia psychologicznej, uwikłanej w egzystencjalne konflikty natury człowieka. Konflikty, których niefortunne rozstrzygnięcia dopadają nas bez względu na czas i świadome zaangażowanie w rozważania nad naturą duszy i porządkiem świata. Depresja nie oszczędza silnych, zdecydowanych i pragmatycznych ludzi sukcesu. Nie jest też ułomnością natury wyłącznie biologicznej, dla może sugerować fakt, że chorują na nią również osoby, którym „się udało”, „mają”, „osiągnęli sukces”.

Czym więc jest depresja?

Żeby ją zrozumieć, przede wszystkim, warto uświadomić sobie jedną sprawę: człowiek jest jednością. Nie składa się z dwóch, trzech, kilku odrębnych, jedynie sąsiadujących ze sobą bytów, takich jak ciało – dusza, ciało – psychika – dusza. Takie rozdzielenie różnych aspektów naszej natury, różnych jej opisów jest głęboko zakorzenione w naszej kulturze. Do tego niestety, te aspekty są wartościowane i antagonizowane. Myślę tu zwłaszcza, o tym, chyba najbardziej utrwalonym, podziale na ciało i duszę. Jak by nie było w wieczności, w doczesnej rzeczywistości człowiek jest niepodzielnym bytem, a wszystko czego doświadcza jego psychika i dusza jest też doświadczeniem jego ciała, na co jednoznacznie wskazują badania neurologów i neuropsychologów.

Depresja jest chorobą w sensie medycznym, ponieważ na biologicznym poziomie degraduje organizm. Jest związana z fizyczną kondycją organizmu i procesami zachodzącymi w układzie nerwowym. Jest chorobą psychiczną, ponieważ swoje źródło ma w procesach, które mają swój aspekt psychologiczny związany choćby z rozwojem i przystosowaniem w środowisku społecznym, nadawaniem znaczeń doświadczeniom, itd.

Chore na depresję ciało jest swego rodzaju zewnętrznym sygnałem w sprawie trudności, czy problemu, który z jakiegoś powodu umknął naszej uwadze, jest głosem w sprawie czegoś ważnego, co nie zostało dostrzeżone, zostało zgubione, uznane za mniej ważne niż jest w rzeczywistości. To może być sygnał w sprawie nierozpoznania, czy niewłaściwego rozpoznania własnych potrzeb, braku wystarczającego wsparcia do uporania się z trudnościami, czy problemami, które przyniosło życia. Może być konsekwencją przekonań, nie zawsze odnajdujących odzwierciedlanie w rzeczywistości wyobrażeń o ludzkiej naturze i porządku otaczającego nas świata. Czy po prostu być konsekwencją sposobu w jaki nauczyliśmy się żyć i organizować swoje relacje z ludźmi.

Depresja może być ważnym momentem w rozwoju, jeżeli wchodząc w nią sięga się po wsparcie, by bardziej zbliżyć się do siebie samego, doświadczając i rozpoznając swoje autentyczne uczucia i potrzeby. Wracając, często po raz kolejny, choć zawsze w inny sposób do najbardziej elementarnych pytań o to, kim jestem, czego pragnę, co jest dla mnie ważne teraz, w tym momencie życia, w którym jestem, w tym świecie, który jest wokół mnie i który chcę, czy nie w jakimś stopniu współtworzę.

Każda depresja, kryje w swoim tle jakieś trudne życie, bolesne doświadczenie. Trudne i bolesne w sensie subiektywnym, czyli jedynym prawdziwym. Każda kryje inną ludzką historię i potrzebuje zaopiekowania. Takie zaopiekowanie i wsparcie, to sztuka, którą warto rozwijać, dla siebie i dla tych, których kochamy.

Komentarze wyłączone